Oprocentowanie kredytu a prowizja

Kredyty

Pewnie wiele razy słuchając radia, oglądając telewizję, bądź przeglądając różne strony w internecie albo stojąc nawet na zwykłym przystanku, natknąłeś się na różnego rodzaju reklamy banków, które proponują nam, a wręcz zachęcają nas do wzięcia kredytu, jak to one piszą „z niskim oprocentowaniem” albo „z zerową prowizją”.

W każdym z tych przypadków, jeden i drugi wskaźnik podawany jest w procentach, które dość często są mylone ze sobą ze zwykłej niewiedzy. I pewnie za każdym razem zastanawiałeś się, co to w ogóle znaczy, od czego to zależy, co banki nam przez to oferują, czy mi się to opłaca? Każdy z tych wskaźników dotyczy czegoś innego, lecz oba mają wpływ na całkowity koszt naszego kredytu. Na pewno nie raz już się zdarzyło, że po podpisaniu umowy kredytowej przyszliśmy do domu i zaczęliśmy zagłębiać się w drobne druki na umowie(pomijając fakt, że to za późna pora na takie czynności), po czym okazuje się, że pani w banku mówiła o innej kwocie oprocentowania, a tu mamy coś innego.

Najpierw skupimy się na oprocentowaniu. Czym w ogóle jest oprocentowanie?

Oprocentowanie to nic innego jak cena kredytu, czyli odsetki, lecz nie należy mylić tego z całkowitym kosztem kredytu, który wyznacza RRSO(Rzeczywista Roczna Stopa Oprocentowania). Samo oprocentowanie kredytu to tylko jedna ze składowych RRSO.

Na wysokość oprocentowania tak naprawdę składają się dwie rzeczy

Pierwszą z nich jest wskaźnik WIBOR (Warsaw Interbank Offered Rate), czyli wskaźnik, który określa wysokość oprocentowania pożyczek na polskim rynku międzybankowym, bo trzeba wyjaśnić jeszcze jedną rzecz. Banki tak naprawdę nie pożyczają nam swoich pieniędzy. Pożyczają pieniądze od osób posiadających konta, lokaty, depozyty u nich w banku albo od banków, które mają nadmiar gotówki, po to, aby potem sprzedać je nam, czyli kredytobiorcą, a same zarabiają na różnicy. Ale wracając do wskaźnika WIBOR, jest on ustalany codziennie na tak zwanym fixingu na Giełdzie Papierów Wartościowych, czyli jest zależny od giełdy. WIBOR na dzień 05-02-2016 wynosił 3,33%. Lecz trzeba uwzględnić, że wartość wskaźnika w czasie spłacania kredytu może się zmienić, dzięki czemu nasza rata może ulec zmianie.

Drugą składową oprocentowania jest marża, jaką narzuca nam bank. Marża jest wartością, którą bank zarabia na udzieleniu nam kredytu. W porównaniu do wskaźnika WIBOR, marża jest wartością stałą, więc jeżeli wskaźnik WIBOR maleje albo wzrasta to bank i tak zarabia tyle samo na naszym kredycie. Dla przykładu mogę podać, jeśli WIBOR wynosi 3,33%, a marża, którą bank dolicza 1,5% to oprocentowanie kredytu wynosi 4,83%.

Prowizja, jest to kolejna składowa całkowitych kosztów kredytu. Prowizja to nic innego jak opłata pobierana przez bank za udzielenie nam kredytu. Oprócz tego, że bank narzuca nam swoją marżę to dodatkowo właśnie pobiera jeszcze prowizję za sam fakt udzielenia tego kredytu. Zazwyczaj prowizja jest wliczana w kredyt i tym samym zostaje rozłożona w naszych ratach, ale czasami bank dolicza ją do pierwszej raty i zostaje spłacona w całości. Po zmianie ustawy o kredytach konsumenckich z dnia 18 grudnia 2011 roku zniesiono ograniczenia dotyczące maksymalnego pułapu pobieranych prowizji, który wynosił 5% i banki obecnie mogą narzucać wysokość prowizji, na jaką mają tylko ochotę. I widać to dosyć wyraźnie, bo wiele banków każe sobie płacić nawet 10% prowizje. Oczywiście to nie znaczy, że musimy tyle płacić, bo mamy możliwość negocjacji wysokości prowizji. Zwykle banki niezbyt chętnie na to przystępują lub w ogóle unikają takich negocjacji, ale wystarczy trochę ponarzekać i powiedzieć, że chyba wybierzemy jednak ofertę konkurencji i wymagana od nas prowizja ulegnie zmniejszeniu, ale także dobrym sposobem jest nabycie innych produktów banku, a otrzymamy również lepsze warunki zaciąganego kredytu.

Podsumowując różnice między oprocentowaniem i prowizją na pierwszy rzut oka nie są znaczne i często mylące te dwa pojęcia, które w całym ich zamyśle mają tylko jeden cel, dać zarobić jak najwięcej bankom i jak najwięcej pieniędzy wyciągnąć ze zwykłych kredytobiorców. Więc nie dajmy się zmylić licznym marketingowym chwytom banków i dokładnie czytajmy to, co chcą nam zaoferować, bo na niewiedzy możemy dużo stracić.

Aleks Budziak